Gdzieś tam za Odrą

Skoro był Amerykanin w Paryżu, English man in New York i Most na rzecze Kwai - to dlaczego nie napisać jak to jest być Polakiem w Niemczech. Sam blogów nie czytam, ale są ponoć tacy co je czytają. Więc jeżeli są, to niech czytają!!!

wtorek, 12 marca 2013

Świński Ryj Bruca Willisa



Zima trzyma,


To już prawdziwa katastrofa. W Nadrenii gdzie śnieg jest widywany średnio raz na dwa lata. Od trzech miesięcy panuje zima. Nie, nie to wcale nie znaczy że, stale leży tutaj śnieg. Ale gdyby podliczyć wszystkie dni śnieżne to było ich więcej niż przez ostatnie 10 lat łącznie. Główny problem polega na tym, że śnieg znika równie szybko jak się pojawia, dlatego trudno jest  mówić , że dni są śnieżne. Rano człowiek się budzi i widzi 10 centymetrów świeżego puchu, ale za nim zdąży się wybrać na sanki (dziecko jest raczej powolne) to tego śniegu zaczyna brakować. Ale i tak w tym roku był sukces, bo sanki, które od trzech lat rdzewieją na balkonie, były 3 razy w użyciu. Niemcy też byli w szoku, bo na górce saneczkowej, były aż trzy osoby.
Jednak, o ile tęskno jest czasem za odrobiną zimowego szaleństwa, nam szaraczkom z kraju zimy i lodu, o tyle tutejszym mieszkańcom świat stanął na głowie. Obiecuje już nigdy nie śmiać się z naszych drogowców, którzy są zaskakiwani przez zimę co roku. Tu drogowcy, są osłupieni. Bo, okazuje się że wszystkie osiem pługów, nie wystarcza nawet do przejechania po głównej miejskiej alei.  Zwłaszcza, że choć śnieg pada całą noc, to drogowcy wyjeżdżają odśnieżać i posypywać solą dopiero rano razem z innymi użytkownikami ruchu.  To nawet dobrze wpływa na miasto, bo kierowcy będący w panice (ok. 50 proc) zostawiają pojazdy w domu. Na szczęście śnieg najpóźniej na drugi dzień i tak się stopi i problem się sam rozwiąże. Teraz patrzę za okno i znowu pada. A miasto po raz kolejny stanęło.
Tej zimy (ciągle trwa)  takich paraliżów było już kilka. Przykładowo lotnisko we Frankfurcie przez pół dnia nie przyjmowano samolotów. (kilkaset odwołanych lotów) Bo w nocy spadł śnieg i nikt przez ten czas nie wpadł, że można by pas startowy odśnieżać również nocą. Zamiast tego dziarscy, drogowcy, zabrali się za robotę rano, i zeszło im do popołudnia. Zresztą, podobne problemy miały pociągi i autobusy. W kilku landach pozamykano szkoły (wszystkie oprócz tej, do której ja jeżdżę), odwołano imprezy. Autobusy miejskie zjechały z ulic, a taksówki odmawiały wjeżdżać na wszelkie wzniesienia. A wszystko z powodu opadów śniegu, które trwały niecałą godzinę. Dziś znów lotnisko we Frankfurcie odmówiło przyjmowania lotów. Więc kilka tysięcy pasażerów zostało „na lodzie”
Są jednak użytkownicy ruchu, którzy nie boją się niczego. To rowerzyści, którzy nie pomni na jakikolwiek sens, walą środkiem gołoledzi, raźno pedałując przed siebie. Czasem się któryś pośliźnie, wywali na środek szosy, albo staranuje kilku pieszych. Im nie zależy, bo według niemieckiego kodeksu rowerzysta zawsze ma racje, a jak ktoś go rozjedzie, to czeka go dożywocie  w więzieniu o zaostrzonym rygorze i odszkodowanie do siódmego  pokolenia włącznie. Czasem mam wrażenie, że w czasie śnieżycy kierowcy boją się jeździć właśnie ze względu na rowerzystów, a nie warunki atmosferyczne.

A jeszcze tydzień temu było tak pięknie. 15 stopni było, słońce było, błękitne niebo było, wywiady w zakładach pracy. A dziś od rano sypie. To są jakieś jaja. Połowa Niemców zdążyła już nawet opony zamienić na letnie. A teraz ta przezorność się na nich mści. Trudno. Do jutra i tak pewnie się roztopi i będzie plucha. 
Jest jednak jedna rzecz która mnie naprawdę zmroziła tej zimy. To film „Szklana Pułapka V”. Po pierwsze tak jak za pewne większość z was , nie zarejestrowałem nawet, że była „Szklana Pułapka IV”. Ale słuchajcie, tu ten film jest reklamowany na każdym słupie, bilbordzie, kanale. Spoty reklamowe są nawet co 15 minut w radiu. I wiecie co mówi w niemieckim dubbingu dzielny porucznik John Mclane?  Mówi - Yippie ya yay – Schweinebacke (Yippee-ki-yay, motherfucker - ang).  Co w wolnym tłumaczeniu znaczy świński ryju. A ja myślałem, że to nasi tłumacze są najlepsi na świecie.
Leo
Foty z Googla


2 komentarze:

  1. Wschód Polski w stanie kataklizmu również. 15 min odkopywaliśmy wyjazd z parkingu dzięki pługowi, który odśnieżył wcześniej ulicę: śnieg oczywiście zgarną na parking. Na drodze każdy oczywiście zwolnił do 20 km/h chociaż spokojnie można było jechać 50-60 m. Wskutek tego, a także prób hamowania na lodzie, automatycznie potworzyły się gigant-korki, a ponieważ część trasy obejmuje wjazd dość ostry pod górę na wiadukt - kulminacja tragedii nastąpiła na tym wiadukcie, ponieważ co, jak co, ale przy 20 km/h auta pod górę automatycznie się zatrzymywały. No, a potem ruszyć nie było prosto. Trójkąty ostrzegawcze, światła awaryjne i wykrzywione twarze. Także drogowcy drogowcami, ale mam czasem wrażenie, że naród sam sobie gotuje ten straszy, drogowy koszmar.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu wychodzą ostatnio z założenia, że po co odśnieżać i kasę wydawać jak samo się roztopi, albo kierowcy rozjeżdżą. No i tak od kilku dni jeździmy.

    OdpowiedzUsuń